środa, 26 października 2011

(19) Włókno papieru

Papier nie jest bezkształtną masą dającą się bezstratnie wyginać na wszystkie strony jak wałek plasteliny. Grafik powinien o tym wiedzieć, ale jednocześnie ma prawo egzekwować od drukarni zobowiązanie do odpowiedniego doboru materiałów i surowców produkcyjnych, dla prawidłowej realizacji zleconej usługi. W każdej umowie poligraficznej stoi to czarno na białym...

Mam pewien kłopot z określeniem targetu, czyli grupy celowej, do której kierowany jest dzisiejszy przekaz. Bo cóż detepowca czy też grafika komputerowego (głównych adresatów chochlikowych felietonów) może obchodzić zachowywanie się papieru w trakcie realizacji procesów introligatorskich lub po co mu wiedza na temat kierunku włókien w tymże papierze. Pani Krysia z sekretariatu składa zamówienie, grafik-freelanser (często zewnętrzny wobec Pani Krysi, choć być może wewnętrznie z nią związany, bo niby czemu właśnie on dostał to zlecenie) robi projekt, drukarz drukuje, a introligator ma to złożyć do kupy i tyle. A jednak mądrzy ludzie mówią:

zaczynaj z wizją końca...*
Zanim stworzysz projekt, wyobraź sobie jak będzie wyglądał gotowy produkt, upewnij się, że to co wymyśliłeś jest technologicznie możliwe do wykonania bez uszczerbku dla końcowego efektu wizualnego i funkcjonalnego.
Dowiedz się, o ile sam o tym nie decydujesz, na jakim papierze praca będzie przygotowywana, postaw wymóg aby zachowane były odpowiednie dla Twojego projektu parametry tegoż papieru i zapewniony czas realizacji usługi, pozwalający na prawidłowy przebieg procesów produkcyjnych.
Aby jednak wyobraźnia nie wyprowadziła nas na manowce potrzeba konkretnej wiedzy. Może w kształceniu grafików i projektantów warto by uwzględniać zwyczaj odbywania wakacyjnych praktyk w oddziałach produkcyjnych zakładów poligraficznych. Miesiąc lub dwa pracy pod okiem Jurka i Darii - szefów naszej produkcji, to wiedza której nie nabędziesz na żadnych studiach artystycznych. Nawet regularna lektura Chochlika to za mało, ale na początek musi nam wystarczyć.
Tak więc wracam do problemu włókien w papierze, a dokładniej mówiąc do techniki palenia w piecu węglowym...

Trzy żywioły
We wszystkich pokojach mam ogrzewanie elektryczne. Jedynie w kuchni pozostawiłem piec węglowy. Mieszkając w tzw. starym budownictwie mogę sobie pozwolić na luksus bezpośredniego kontaktu z żywiołem ognia, którego z racji rzucenia palenia tytoniu oraz organicznej awersji do grillowania nie doświadczam na co dzień.
Celebrując każdego zimowego poranka obrządek rozpalania w piecu, drę wprzódy na mniejsze kawałki duże płachty gazet reklamowych, w które gratisowo zaopatrują nas roznosiciele. Niektóre gazety poddają się bez problemu, inne stawiają bezcelowy opór przed, nieuchronnym przecież, końcem na stosie.
Przyczyną tak odmiennego zachowania wobec perspektywy klęski, jest włókno papieru, a raczej jego kierunek, czyli sposób ich ułożenia w stosunku do boków arkusza. Darcie papieru zgodnie z kierunkiem włókien przebiega łatwo, a linia rozdarcia jest w miarę regularna. Darcie w poprzek, jak wszystko co się robi w poprzek, idzie jak krew z nosa i daje podobne efekty.
Drugim żywiołem wspomagającym wykrycie kierunku włókna jest woda, a ściślej mówiąc ślina. Kawałek papieru potraktowany nią obficie, wygina się wzdłuż włókien. Trzeci żywioł to ziemia, a dokładniej rzecz biorąc paznokcie. Przejechawszy nimi po papierze uzyskasz równą, regularną bigę wtedy, gdy uczynisz to (przez przypadek oczywiście) zgodnie z kierunkiem włókna.
Mając wiedzę o trzech żywiołach, będzie Ci łatwiej zweryfikować produkt finalny i stwierdzić czy drukarnia zastosowała papier o właściwym przebiegu włókien, czy też poszła na żywioł i dała co miała...

Z deszczu pod rynnę
Od teorii przejdźmy do zajęć praktycznych. Oderwijmy na moment wzrok od ściany na fejsie i przyjrzyjmy się ścianom w naszej firmie. Niemożliwe przecież aby na którejś z nich nie wisiał przynajmniej jeden zestaw kalendarzowych panienek.
Według panującej powszechnie maniery, pomieszczenie biurowe bez kalendarza planszowego, to poważny uszczerbek dla wizerunku firmy. Problem w tym, że zbliża się koniec roku i ząb czasu z pewnością wygiął nasze panienki, jedne w pionie, drugie w poziomie, w zależności od kierunku w jakim biegnie włókno.
Są dwie szkoły doboru włókna papieru pod kalendarze: horyzontalna i wertykalna. Do pierwszej jest pod górkę, a do drugiej pod wiatr. Zlecając kalendarz do druku można się zdeklarować, do której szkoły nam bliżej, lub zdać się na ślepy los, gdyż panienki i tak się wygną, chyba że potraktujemy je od dołu sztywną, metalową listwą . Jednak rozwiązanie to możliwe jest jedynie dla kalendarza jednoplanszowego, a tam przeważnie wabi nas już tylko jedna panienka na cały rok. No cóż, nie można mieć wszystkiego...
W kalendarzach trójdzielnych wszystko jest jasne i znormalizowane. Włókna papieru na kalendaria winny przebiegać prostopadle do dłuższego boku. W przeciwnym wypadku gdzieś na przełomie marca i kwietnia, wraz z wiosennym ociepleniem, wszystko się nam zroluje niczym naleśniki z dżemem.

Zgodnie z pierwszym falcem
Falcowanie źle zaplanowane, bez uwzględnienia kierunku włókna, może skutkować pękaniem powierzchni papieru, a także pękaniem powłoki zadrukowanej farby. Jest parę sposobów aby przed tym przykrym zjawiskiem się uchronić. Oto one w telegraficznym skrócie:
  • Falcowanie winno przebiegać zgodnie z kierunkiem włókna papieru.
  • Jeśli falcowanie przebiega w paru kierunkach ważne jest aby zgodnie z kierunkiem włókien przebiegał przynajmniej pierwszy złam.
  • W miejscach falców nie stosujemy lakierowania wybiórczego.
  • Dla publikacji falcowanych, w miejsce całościowego lakieru UV warto wybrać foliowanie.
  • Jako warstwę ochronną stosujemy lakier offsetowy, który utrudnia pękanie farby
  • Grubsze papiery (od 150 g) bigujemy.

Najbardziej dotkliwie nieprzestrzeganie tych zasad ujawnia się przy okładkach miękkich, oklejkach i wyklejkach w okładkach twardych, ulotkach falcowanych i magazynach ilustrowanych zszywanych drutem, itp.
Jeśli okładka książki lub prospektu po paru otwarciach deformuje się pozostawiając nieregularne ślady zagięć, farba pęka na miejscach złamań, a linie falców są postrzępione, możecie skorzystać z "trzech żywiołów" omówionych wyżej, by wykazać w protokole reklamacyjnym, iż kierunek włókna zastosowanego papieru nie jest zgodny z linią falców.
Zlecając tego typu publikacje dobrze jest nie skąpić grosza i uwzględnić bigowanie oraz foliowanie, a także zapewnić drukarni odpowiedni termin realizacji, aby wszystkie procesy produkcyjne mogły przebiegać we właściwym dla siebie tempie, gdyż także tu sprawdza się powiedzenie, iż pośpiech najlepiej nadaje się do łapania pcheł a nie chochlików.

* Zaczynaj z wizją końca - tytuł jednego z rozdziałów książki Stephena Coveya: "Siedem nawyków skutecznego działania"


Z chochlikowym pozdrowieniem
Ilustracje: Bronisław Józefiokkonsultacja: Daria Kłudka








3 komentarze:

  1. łeee... myślałem, że będzie coś o wpływie włókien na druk atramentowy

    OdpowiedzUsuń
  2. niestety - Chochlik porusza się wyłącznie w obszarze druku offsetowego..:)

    OdpowiedzUsuń
  3. No i wszystko jasne, kalendaria odpadały, bo to pewnie "plecki" się wyginały! I bigowanie nic tu nie pomogło, pudełko też potrafi pod wpływem wilgoci się "nadąć", chociaż jest i pozaginane, i pozakładane itd.

    OdpowiedzUsuń