środa, 19 października 2011

(18) Jak złamać żeby się nie załamać

Falcowanie to podstawowy proces introligatorski. Jego zadaniem jest doprowadzenie wymiaru arkusza drukarskiego do wymiaru końcowego. W wielu przypadkach zaplanowanie odpowiednich miejsc złamywania musi się odbyć już na etapie projektowania publikacji. Mając wiedzę o tajnikach papieru, nabytą z lektury poprzedniego odcinka, przyjrzymy się dzisiaj pułapkom czyhającym na grafika przy projektowaniu ulotek falcowanych.

Rosyjskie matrioszki
Dawniej za granicę jeździło się wyłącznie do demoludów. Na top liście królowały niepodzielnie Węgry ze swoim Balatonem i Bułgaria ze Złotymi Piaskami. 

Kto zaś załapywał się na Leningrad, oprócz złotych pierścionków przemycanych w butach albo i wyżej, elektrycznych samowarów i paru flaszek "Stolicznej" wracał z obowiązkową matrioszką, czyli kompletem drewnianych bab wkładanych jedna w drugą.
Każda baba (oprócz ostatniej) była przecięta i nagwintowana mniej więcej na wysokości pępka, a wielokrotny efekt baby w babie możliwy był dlatego, iż kolejna baba była ciut mniejsza od poprzedniej.
Liczba bab w jednej matrioszce to pochodna wielkości baby głównej oraz precyzji w zmniejszaniu bab składowych. Osobiście widziałem pięć bab w babie, ale podobno rekordziści przywozili baby dwunastokrotne. Być może to ściema, jak większość ówczesnych relacji, ale tak czy owak sytuacja jak żywo przypomina falcowanie ulotek.

Bezradne ISO
Najprostszym przykładem publikacji falcowanej jest folder, czyli arkusz papieru złożony na pół. W efekcie otrzymujemy czterostronicową publikację. Falc występuje dokładnie w środku. O efekcie matrioszki trudno tu mówić.
Tak w tym, jak i we wszystkich omawianych dalej przypadkach, od projektanta będzie zależeć czy pośle do druku osobne strony, czy też dostarczy rozkładówki. Ta dowolność wprowadza pewien chaos, gdyż tę samą publikację można opisać na dwa sposoby, np. jako dwustronną ulotkę A4 łamaną na pół lub jako folder czterostronicowy formatu A5.
Jako strażnika normy ISO w naszej drukarni, kusi mnie znormalizowanie tej sytuacji, ale szczerze mówiąc każde z rozwiązań ma tyle samo wad jak i zalet i pozostaje przywołać tu popularną u nas maksymę, wg której: norma to jedna rzecz a elastycznym być trzeba i nie da się ludzkich działań sprowadzić do algorytmu. Co prawda to prawda...

Falcowanie równoległe
W temat matrioszek wprowadza nas publikacja zwana w zależności od zwyczajów ulotką falcowaną na trzy lub tryptykiem. Jest to arkusz z dwoma falcami równoległymi, łamiącymi go na trzy nierówne części. Nierówność ta, wynikająca z właściwości papieru omówionych w poprzednim odcinku, jest najczęściej pomijanym przez grafików faktem i główną przyczyną wykazywanych w tym obszarze niezgodności.
Jeżeli falcowanie odbywa się po tej samej stronie arkusza, poszczególne skrzydełka ulotki wchodzą w siebie, a część aktualnie złamywana obejmuje części już złamane i musi być od poprzedniej większa, aby tamta mogła schować się w niej, jak matrioszkowa baba w babie.
Innymi słowy, przy tak łamanym tryptyku jedno ze skrzydełek (to, które wchodzi do środka) musi być mniejsze od dwóch pozostałych (zewnętrznych).
W naszej drukarni takich skrzydełek, na które falcuje się arkusz może być maksymalnie sześć, i nie mogą być one mniejsze od 30 mm, ale skoro ktoś skonstruował matrioszkę z dwunastoma babami, to z pewnością są urządzenia (np. w Rosji) potrafiące falcować większą ilość łamów niż my. Bez względu jednak na to, zasada jest zawsze taka sama, z tą tylko różnicą, iż w matrioszce zewnętrzna jest jedna baba, a w arkuszu falcowanym zewnętrzne są łamy, i to dwa. Zapamiętajmy więc: przy wielokrotnym falcowaniu obejmującym, każde kolejne skrzydełko wewnętrzne (łam) winno być mniejsze od poprzedniego o 2 mm, a ostatnie o 1 mm. Skrzydełka zewnętrzne winny mieć natomiast wymiar równy wymiarowi końcowemu publikacji.

Pozostając w tym rustykalnym klimacie słyszymy już skoczne dźwięki kazaczoka wygrywanego na harmoszce. Tak więc dwa słowa o falcowaniu harmonijkowym. Mówi się o nim wtedy, kiedy każdy kolejny falc wykonywany jest naprzemiennie po przeciwnych stronach arkusza. Ponieważ w takim układzie żadne ze skrzydełek nie wchodzi w inne, wszystkie mają jednakową szerokość.
Na koniec skierujmy nasze kroki ku cerkwi i przyjrzyjmy się konstrukcji ołtarza z ikonostatem. Trafiliśmy właśnie na moment, kiedy brodaty diak pogasił już lampady i za pomocą złotego drąga zamyka boczne skrzydła ołtarza.
Tak wygląda publikacja falcowana dwa razy i składana w ołtarzyk. Dwa boczne skrzydełka są na pierwszy rzut oka mniejsze o równą połowę od środkowego. Biedny diak, któremu by przyszło zamykać i otwierać codziennie ołtarz, z bocznymi skrzydłami o takich wymiarach. W świątyni rozglądać się nie wypada, przyjrzyjcie się więc dokładnie drzwiczkom w szafce kuchennej, aby zrozumieć problem diaka , mocującego się z zakleszczonymi skrzydłami ołtarza. Złoty kij mu nie pomoże, ale nas wspomoże Daria, znana już Wam szefowa naszego intro.
Zgodnie z jej zaleceniem , w ulotkach złamywanych w ołtarzyk suma szerokości skrzydełek bocznych winna być mniejsza od szerokości złamu głównego o 2 mm, a jeżeli życzymy sobie aby taki ołtarzyk złożyć jeszcze na pół, celem łatwiejszego transportu odejmijmy jeszcze po 1 mm z każdego skrzydełka.
Diak zamknął ołtarz, a więc na dziś chwatit*.

*Chwatit (ros. хватит) - wystarczy


Z chochlikowym pozdrowieniem
Ilustracje: Bronisław Józefiokkonsultacja: Daria Kłudka







6 komentarzy:

  1. Projektując pierwszą w życiu ulotkę, która była składana na 3, zrobiłam równy podział. Na szczęście wydrukowałam ją sobie w domu, obcięłam marginesy, złożyłam i się lekko zdziwiłam. Po przemyśleniu sprawy i paru przeliczeniach, poprawiłam projekt, wysłałam do klienta, on do drukarni i ulotki wyszły ok.
    Na szczęście teraz jest Chochlik i życie stało się prostsze :D

    Daria Stolarska

    OdpowiedzUsuń
  2. Dariu - Twoje powiedzenie : "teraz jest Chochlik i życie stało się prostsze" - to chyba będzie mój slogan reklamowy...:) Chyba niebawem ogłoszę konkurs wśród fejsowiczów... - pewno go wygrasz

    OdpowiedzUsuń
  3. ojej, "Dariu" - jak ładnie :)

    No ja myślę, że wygram kubek z Pleśniaczkiem śni mi się po nocach :)

    A do Chochlikowej skarbnicy wiedzy pałam wielką miłością i chłonę ją, jak papier gazetowy farbę drukarską :D

    Slogan wymaga dopracowania, jutro podeślę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawy komentarz do tekstu ukazał sie na G+ i za zgodą autora Mateusza Prichacza - wklejam go tutaj ku ogólnemu pożytkowi:

    Tu masz np. 7 bab http://www.spodlady.com/prod_285_Matrioszka_brzeska_-_recznie_malowana.html
    W czasie ostatniej wizyty w Pradze byłem zaskoczony popularnością matrioszek. W centrum sprzedaje je pewnie połowa sklepów z pamiątkami, a mnogość wzorów zadziwia. Najbardziej podobały mi się zestawy drużyn piłkarskich Europy - można mieć jeden zestaw np. piłkarzy Realu :) ale nie sprawdziłem czy jest cała jedenastka.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kolejny rekord w Matrioszkach. Konrad Czubek pisze na G+:
    Słyszałem o zestawie złożonym z 37 bab. Tu zestaw z 20 (ostatnie zdjęcie - wysokość 36 cm, średnica 16,5 cm).
    http://www.vyatskaya-matreshka.ru/suv_prod_9.htm

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja znalazłem w księdze rekordów 51 części guinnessa:

    http://www.guinnessworldrecords.com/records-3000/largest-russian-nesting-doll-(matryoshka)/

    Ale tu jest chyba największa:
    http://googlesightseeing.com/2009/01/manzhouli-china/

    OdpowiedzUsuń