Uprzejmie informuję, że blog Chochlik Drukarski" został przeniesiony na inny serwer.
Adres bloga pozostaje bez zmian::
Zmienia się adres kanału RSS:
Przepraszam za niedogodności.
Chochlik Drukarski
Kontynuujemy temat z poprzedniego odcinka. Lulek, cudowna rybka spełniająca poligraficzne życzenia, wrócił do swoich. Każdego dnia wspominamy jak ochoczo wysłuchiwał naszych utyskiwań. Spraw niestety wciąż przybywa, więc kolejną porcję życzeń przekazujemy Lulkowi za pośrednictwem Internetu. Jest to jedyna sieć, w której Lulek czuje się, jak ryba w wodzie.
Kiedy plik produkcyjny przedostaje się przez bramę preflightingu niczym wielbłąd przez ucho igielne, teoretycznie klamka zapada. Etap weryfikacji kończy się, a zaczyna etap realizacji wyrobu poligraficznego. Pliki wraz ze zleceniem trafiają na stanowisko impozycji, a stamtąd już z górki na halę maszyn. Praktycznie jednak, impozycja to dla wielu ostatnia szansa na wykrycie niezgodności w przesłanym pliku i bezkosztową jego podmianę.
Odpowiedzialność za prawidłowe przygotowanie pracy do druku spada głównie na zleceniodawcę. Tym nie mniej, szanujące się zakłady poligraficzne podejmują coraz liczniejsze działania, dodatkowo weryfikujące pracę Klienta. Czego zatem możemy się dziś spodziewać a nawet wymagać od drukarni, kiedy już powierzymy jej swoje mniej lub bardziej wypieszczone graficznie dziecko?
Nikomu, kto zajmuje się przygotowywaniem prac do druku nie jest obca ta chwila. Kolejna praca zakończona, plik zatwierdzony i posłany do drukarni. Na ostatni moment, ale zdążyliśmy. Teraz pozostaje tylko czekać na transport z pierwszą partią gotowego nakładu. I tylko te myśli, jak kornik wgryzające się w umysł: czy czegoś nie przegapiliśmy, czy posłaliśmy właściwą wersję pliku, czy zamieniliśmy RGB na CMYK-a, a fonty na krzywe. I tylko ten krzyk budzący sąsiadów po nocy: Józek chyba nie zadałam spadów...